W tym case study opiszę Ci najpierw sytuację u klienta, bo jest to bardzo istotne przed poznaniem samego wdrażania.
Początki
Kolejny klient, który po pobraniu naszego planu sprzedażowego zgłosił się do nas miał około 160 tys. zł obrotu miesięcznie, wdrożone wiele kampanii i dosyć rozbudowane działania sprzedażowo – marketingowe.
Nie mniej jednak po darmowym audycie, który zawsze wykonuję na początku każdej współpracy coś mi przestało pasować.
Po zagłębieniu się w temat odkryłem, że konkretne kampanie nie są ze sobą połączone.
Jak to możliwe? Kampanie klient ustawiał samodzielnie i po prostu nie były one sekwencjami następujących po sobie kampanii i uzupełniających się ze sobą zestawów reklam tylko osobnymi, nazwijmy to bytami, które funkcjonowały od siebie niezależnie.
Klient był zadowolony z dotychczasowych działań i miał pewne obawy przed wdrożeniem określonych, zmienionych działań. Z resztą sam mu zasugerowałem, abyśmy nie wyłączali tych kampanii, tylko włączyli nowe, połączone ze sobą sekwencje działań.
Wygląda to mniej więcej tak, że klient przechodzi przez poszczególne etapy lejka wykonując określone działania.
I w tej sposób można odsiać czy ktoś wszedł na stronę i czytał cały poradnik, czy tylko wszedł i wyszedł.
Takie osoby już trafiają do innych grup odbiorców. Potem podsuwamy mu przykładowo filmik lub poradnik do pobrania, a na samym końcu proponujemy sprzedaż.
Wdrażanie
Po włączeniu kampanii, tylko za minimalne stawki zaczęliśmy testowanie i po miesiącu, gdy przeliczyliśmy wszystkie koszty razem z klientem okazało się, że po przeskalowaniu kampanii, które włączyliśmy wyniki z tych reklam powinny być około 25% wyższe niż dotychczasowych.
Z racji dosyć dużych budżetów reklamowych klient zdecydował o jednoczesnym prowadzeniu dwóch zestawów kampanii. Jednej „starej” i nowej, którą ja wdrażałem.
Jest to de facto sytuacja idealna, bo możemy niejako na żywo testować co działa, a co nie i działać nie tylko na danych historycznych.
Lejek
Jeżeli chodzi o samo wdrożenie lejka sprzedażowego to zastosowaliśmy kilkustopniowy kontakt z marką zanim odbiorca zamieni się w klienta.
Najpierw była wstępna selekcja za pomocą artykułu na specjalistycznym blogu, później klient zapisywał się na czterodniowe szkolenie po którym oferowaliśmy mu określone produkty. Dla reszty, która nie kupiła ich mieliśmy 20% zniżki.
Cały czas w trakcie trwania wszystkich kampanii działał remarketing oraz delikatne działania nastawione na rozpoznawalność marki, tak aby klient o nas czasami nie zapomniał.
Skuteczność takiego lejka była na poziomie 18,6% przy kosztach nie przekraczających 12 % przychodów. Według mnie to całkiem niezły wynik, cały czas optymalizujemy. Możesz sobie przeliczyć jak ciekawe oraz skalowalne są te wyniki.
Wszystko to miało jeden konkretny cel – sprzedaż. Jeszcze jedna dygresja na sam koniec. Zauważyłem, że ostatnio promuje się działania brandingowe. Zastanawia mnie jak mierzyć takie działania? Sprzedażą? Czy zaangażowaniem konsumenta? Według mnie cele typu – „sprzedaż”, „pozyskiwanie kontaktów” są bardziej mierzalne i bardziej przyszłościowe. Przecież w biznesie chodzi o sprzedaż, zgadza się?

